Jednak to całe pisanie jest gdzieś we mnie. I nie mówię tu o tworzeniu tekstów o porcelanie albo napisów na opakowanie kisielu. Myślałam, że te wszystkie anglojęzyczne słowa, mające w swoim słownikowym znaczeniu definicję związaną z pieniędzmi, będą remedium na:
1) nieustanną potrzebę spisywania wszystkiego na skrawkach papieru, po czym wyrzucania tego do kosza, bo zbyt patetyczne, bez sensu, do dupy.
2) różowe hasła eleganckich kołczów, głoszących z jutubowego podium prawdy o życiu, które mówią, że jeśli pieniądze to tylko za to, co kochasz.
3) lęk przed nieudolnością i próby udowodnienia wszystkim dookoła, że to co robię ma sens i da mi ten dom bez kredytu, samochód i piękną stabilizację z miesięcznymi wakacjami w Japonii.
A może na to wszystko lekarstwa nie ma i rzeczywiście jest patetycznie, bez sensu, do dupy. I niech będzie.
Przyjmij więc mój brak, jak chcesz nie czytaj. Możesz zamknąć oczy.
Bo jak widać to na przykładzie powyższej piosenki - nie wszystko musi mieć sens, żeby brzmieć dobrze. Kolejna próba mikrofonu - przypomnijcie sobie mnie na nowo!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz